10 sty 2008

W Ratuszu jeszcze liczą.

Kurz bitewny po "Jak złapaliśmy Lecha Kaczyńskiego na obżarstwie i pijaństwie za miejskie pieniądze" powoli opada.

Moim zdaniem awantura spełniła swoje zadanie i przykryła na dwa dni problemy w służbie zdrowia, z którymi najwyraźniej nie daje sobie rady partyjny szef Pani Prezydent a dużym mediom udało się sprzedać news, że Lech Kaczyński i współpracownicy przejadali i przepili za 2 miliony zł (co nie do końca jest prawdą: Gdzie są te dwa miliony, czyli magia liczb).

Nie ma na podwyżki dla pracowników służby zdrowia, które zostały obiecane w kampanii wyborczej przez Donalda Tuska, bo Prezydent wszystko wydał w warszawskich restauracjach 3 lata temu.

No ale oczywiście, niech wszystkie wątpliwości związane z wydatkami poprzedniej ekipy wyjaśnia prokuratura.

Nieliczni zaczęli pytać: A ile to Pani Prezydent wydaje na cele reprezentacyjne? I tu pojawia się kłopot, bo tego w Ratuszu nie wiedzą. Polecam do przeczytania artykuł w gazecie Echo Miasta pod tytułem "Hania nie taka święta".

Stronniczo wybrane fragmenty:
Obecna prezydent Warszawy wytyka swojemu poprzednikowi, że roztwonił setki tysięcy złotych na posiłki w snobistycznych restauracjach. Tymczasem sama nie wie, ile wydają na cele reprezentacyjne jej podwładni. Niektóre imprezy urzędnicy organizują nawet większym kosztem.

(...)

Niestety w Ratuszu nikt nie był nam w stanie powiedzieć, ile na imprezy wydali obecnie panujący urzędnicy.

- Liczymy te wydatki - poinformował nas rzecznik urzędu Tomasz Andryszczyk. - Nie ma ich dużo, bo w urzędzie obowiązuje zasada, że na obiady można zapraszać tylko zagranicznych gości. Nie były to jednak duże kwoty, pamiętam jedną fakturę w wysokości 300 złotych, która starczyła na poczęstunek dla kilku osób.

- Przesadna asceza! Za 300 złotych można posilić się co najwyżej kebabem - mówi Mirosław Trzewiecki, restaurator. - Rachunek za obiad w dobrej warszawskiej restauracji dla oficjeli musi wynosić tysiąc złotych. Ten musiał się odbyć chyba w barze mlecznym.

(...)

Hanna Gronkiewicz-Waltz wytoczyła ciężkie działa przeciw Kaczyńskiemu, ale nie dość, że podlegli jej urzędnicy nie wiedzą ile sami wydają, to jeszcze w niektórych przypadkach łatwiej przychodzi im dysponować pieniędzmi podatników. Dla przykładu: za bankiet z okazji wybuchu Powstania Warszawskiego zapłacili w 2007 roku ponad 120 tys. zł (pretm - tego akurat nie zaliczyłbym do kontrowersyjnego wydatku, jeżeli chodzi o cel).
- My za imprezę dla 600 gości zaproszonych na obchody 60 rocznicy powstania zapłaciliśmy 63 tys. złotych - mówi Elżbieta Jakubiak, ówczesna szefowa gabinetu prezydenta stolicy.

Urzędnicy zapominają też, że Lech Kaczyński stronił od zagranicznych podróży. Tymczasem, tylko przez pierwsze półrocze 2007 roku pięć zagranicznych wyjazdów Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz jej współpracowników, m.in. do Chicago, Brukseli i Madrytu, kosztowało nas 35 tys. zł. Na przeloty i noclegi dla samej prezydent wydano 20 tys.
Źródło: Maciej Cnota, Hania nie taka święta, Echo Miasta, link do strony.

O kosztach tych 5 wspomnianych wyjazdów zagranicznych mniej (Bruksela i Berlin) i bardziej (50 rocznica podpisania Traktatów Rzymskich i Madryt) kontrowersyjnych mogliście przeczytać na HGW Watch we wrześniowej notce Odpowiedź na "mnie to żenuje."

To prawdopodobnie jedyne wydatki reprezentacyjne Pani Prezydent, które zostały do tej pory ujawnione.

17 lutego powinienem otrzymać wyciągi z kart kredytowych wykorzystywanych w Ratuszu w okresie grudzień 2006 - listopad 2007, o które zapytałem w połowie grudnia. Tak, tylko, żeby trochę pomóc w tej przejrzystości.

8 komentarzy:

mgr-kaczysta pisze...

Przyznam, że dopadło mnie mała wątpliwość, kiedy spostrzegłem, że te 2 mln. "poszły w przysłowiowy lud"...

Takie czasy, że pędząc - często czytamy tylko nagłówki, a szumu medialnego nie przekrzeczysz:

- ministrowie J. Kaczyńskiego pisowscy kupili 200 limuzyn, ... bo byli pewni, iż wygrają;

- świetny 100 tys. sylwester, za 3 mln., w naprawdę wolnej Warszawie,

- L.Kaczynski przezarł 2 mln.,

czy choćby to co ostatnio u siebie odnotowałem:

- w marcu 2007 r. Bruksela podcięła limity emisyjne o ok. 26%, nic to, aby zredukować skutki społeczne ... możemy elektrownie sprywatyzować;

- rząd "na nieformalnym posiedzeniu", aby "nieformalnie" ogłosić przygotowanie projektów reformy.

I tak sobie myślę, jak jest masa krytyczna tej papki medialnej, aby zapaść ... w słodkie zidiocenie.

------------------

Chyba muszę to na spokojnie przemyśleć, więc będę przez czas jakiś milczącym gościem - tego serwisu ;)

Okowita pisze...

Wczoraj taka mała ciekawostka nastąpiła. Tusk, na konferencji prasowej w Sejmie, wyraził zaniepokojenie tym, że dziennikarze najpierw tworzą "fakty medialne" a potem każą mu się do nich ustosunkowywać. Poprosił grzecznie by się opamiętali. Nie przypominam sobie podobnych wystąpień pana T. przed 21. października. A Wy?

Anonimowy pisze...

A oglądaliście program Moniki Olejnik ze Sławomirem Nowakiem (ksywa Ponury)?
Totalna żenada. Nawet Ta pani rzucała na koniec pytania, ale bez nadziei na odpowiedź. Facet nie potrafi nawet sensownie myśleć. Nasunęła mi się myśl, że tzw. politycy PO (w tym Hania) są bardzo ograniczeni.

Turabat pisze...

Ale Nelly Rokity i tak nic nie przebije!! A to przecież polityk PIS nr.2 z najwazniejszego okręgu w Polsce.

Okowita pisze...

Drogi turabacie/tko,
Palmę pierwszeństwa w palmie nosi Donald T. Dziś ustanowił nowy standard w polityce międzynarodowej - "porozumienie w 5 minut". Smaczku dodaje fakt, że nic nowego ws. tarczy, od czasu Kaczyńskiego, pan Donald nie wniósł. To ma już dwa standardy na koncie - pierwszym jest "serdeczna porażka". Stąd i nie dziwota, że podobne standardy są kopiowane przez m.in. Panią Hanię...

Dyletant pisze...

Komentarz raczej na meta-poziomie; dotyczy fragmentu artykulu o HGW Watch z Gazety Polskiej znalezionego w Onet.pl.

Jesli wyciagac jakiekolwiek logiczne wnioski z wypowiedzi Tomasza Andryszczyka (cytuje ponizej) to skoro miara rzetelnosci informacji jest jej zrodlo, a nie zgodnosc z rzeczywistoscia, nie trzeba wcale z nikim dyskutowac. Nalezy znalezc tylko neutralne zrodlo informacji (dziennikarz, Gazeta Koszerna, itp.) i juz mamy rozwiazany problem. Po co blogi, telewizyjne dyskusje, czy nawet wypowiedzi Tomasza Andryszczyka insynuujace oszustwo (nie bardzo wiem na czym ono ma polegac). Wystarczy wytypowac odpowiednie zrodlo, i juz bedziemy wiedzieli wszystko, czego nam tylko trzeba; bedziemy mieli Dziennik Telewizyjny z PRL. ...tylko Orwell przewraca sie w grobie.


"Zdaniem Tomasza Andryszczyka, rzecznika prezydent Warszawy, czytelnicy bloga powinni wiedzieć, czy mają do czynienia z oddolną inicjatywą obywatelską. – Jeśli są oszukiwani, trzeba im to powiedzieć. Wchodząc na blog, oczekują informacji bezstronnych, a napotykają jedynie negatywne. Mamy powody, by sądzić, że nie jest to inicjatywa niezależna, natomiast nie dysponujemy co do tego ostatecznymi dowodami – mówi Andryszczyk".

zorba1 pisze...

turabat jak twoja Kopacz ładnie potrafi liczyc na palcach ;-)
Przyznaj, że to co Twoi popaprańcy robią jest żenujące...
Drukarki nie mieli aby wydrukować ustawy na posiedzenie rządu :-)))
To może ja im pożyczę...
Sam guru Chlebowski - mistrz w zadłużaniu publicznym przyznał, że Kopacz wykorzystała pomysły Religi, które dla niej dotychczas były beeee. Tylko pluć potrafiła jadem była kierownik ZOZ-u w Szydłowcu, która puściła go z torbami - fachowiec ;-)
Oj wesoło jest, tylko Polski żal ;-(

jora pisze...

Już pisałam napewno wszystkiego panu w Ratuszu nie powedzą ale to co pan ma średnią razy dwa lata

Prześlij komentarz

Uwaga: Komentarze nie są moderowane (poza wyjątkowymi przypadkami), ale proszę pamiętać, że każdy bierze odpowiedzialność za treść swoich wpisów.