31 sie 2007

Podsumowanie na Bufetowa Watch. Sierpień 2007.

Kilka wybranych tematów, które pojawiły się na BW w sierpniu. Z powodu prawie trzytygodniowego urlopu Pani Prezydent (jedni pisali, że Włochy inni, że Chorwacja) miesiąc nie należał do najbardziej udanych. Ale i tak było o czym pisać.

Oskarżenia Platformy pod adresem wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza.

Na portalu Polskapresse pojawił się tekst o zastrzeżeniach PO do pracy Jacka Wojciechowicza. Anonimowi "wysoko postawieni członkowie Platformy Obywatelskiej" rozprowadzali informacje o możliwych nieprawidłowościach w kluczowych dla Warszawy przetargach i podejrzanym towarzystwie wiceprezydenta.

Jak skończyła się ta sprawa? Zamieceniem pod dywan. Oprócz autorek tekstu i Rzeczpospolitej żadna inna gazeta nie zajęła się tym tematem.

Ratuj się, kto może. Kolejny współpracownik HGW na celowniku Platformy.


Komentarz do artykułu o wiceprezydencie Jacku Wojciechowiczu.


O "zorganizowanej akcji" przeciw HGW, czyli teorie spiskowe wymyślane w Ratuszu.


Wybory 2007.

Wreszcie będziemy mieli wybory (tak wiem, że to jeszcze nic pewnego, ale już przygotowuje się psychicznie). Dlatego chociaż blog miał być raczej samorządowy to warszawska polityka związana z kampanią wyborczą też się pojawi. Rozpocząłem od zabawy w zgadywanie pierwszych dziesięciu miejsc na listach Platformy i PiSu.

Zabawy w przewidywanie list wyborczych w Warszawie. Najpierw Platforma.


Zabawy w przewidywanie list wyborczych w Warszawie. Lista PiSu.


Trudna pozycja startowa dla PiSu.


"Polska Obywatelska", czyli pierwszy dowcip kampanii.


Czy sztab wyborczy PO ingeruje w zatrudnianie dyrektorów w Ratuszu?


HGW w towarzystwie podejrzanego polityka, który zbudował "niejasne powiązania i zależności".

Warszawa i Second Life.

Sprawa trzeciorzędna dla miasta, ale sposób, w jaki miasto informowało o potencjalnym zaangażowaniu w projekt (najpierw tak, później nie) powinien dać do myślenia ludziom odpowiedzialnym w mieście za politykę informacyjną.

Czy Warszawa w Second Life warta jest wydania przez miasto "od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych"?


Najpierw "Tak" dla Warszawy w Second Life, a teraz "Nie" dla Warszawy w Second Life.


Wnioski o dostęp do informacji publicznej.

Wysyłanie wniosków o dostęp do informacji publicznej to jedyne narzędzie, jakie mi pozostało w walce o informacje w tematach, które mnie interesują.

Niestety w sierpniu dowiedziałem się przykładowo, że Ratusz nie może odpowiedzieć na pytanie czy Pani Prezydent pracuje dla UKSW w trakcie godzin pracy urzędu, a na informację o wydatkach na sondaże trzeba czekać dwa miesiące.

Ale ja należę do tych bardziej nieustępliwych i nie mam zamiaru rezygnować.

To są prywatne sprawy Pani Prezydent.


Przejrzystość, czyli słowa a działania.


Na Bufetowa Watch pojawił się wpis numer 500. W związku z tym zamieściłem manifest w wersji 2.0 w notce zatytułowanej (wyjątkowo oryginalnie): 500.

Mam nadzieję, że wszystkim zainteresowanym blogiem BW udało się wypocząć w trakcie lipca lub sierpnia i będą odwiedzać blog dalej :)

PS. O remontach tutaj nie piszę zbyt dużo, niech wystarczą relacje w Kurierze Warszawskim.

Walczący z mostem.

Jakby brakowało Ratuszowi innych problemów.

Na początku sierpnia zamieściłem fragment tekstu autorstwa radnego Platformy (rady dzielnicy Żoliborze), który rozważał w nim czy nie lepiej zrezygnować z budowy mostu Krasińskiego. Okazuje się, że jego zdanie podziela cała rada dzielnicy.

Fragment z Życia Warszawy:
Żoliborz nie chce mostu Krasińskiego. Rada dzielnicy niemal jednogłośnie przyjęła stanowisko, że most nie jest potrzebny, a przeznaczone na niego pieniądze lepiej wydać na Euro 2012.

Pomysłodawcą jest radny PO Adam Kalinowski. Uważa, że budowa mostu może poczekać, bo będzie to tylko przeprawa lokalna.
– Uważamy, że można odsunąć tę inwestycję i skupić się na Euro – mówi Adam Kalinowski. – W Warszawie jest za dużo hałasu, zanieczyszczeń, dlatego ważniejsze jest usprawnienie transportu publicznego i ograniczenie ruchu samochodów.

Kalinowski dodaje, że lepiej, aby najpierw powstał most Północny, bo przeprawy oddalone od Centrum są najczęściej wybierane przez kierowców.

Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent Warszawy, jest zaskoczony pomysłem radnych (pretm - nie byłby zaskoczony gdyby ktoś w Ratuszu czytał teksty radnych zamieszczane na stronach dzielnicy).

– Dziwi mnie, że ktoś uważa za niepotrzebny jakikolwiek most w Warszawie – mówi Wojciechowicz. – To rzeczywiście będzie przeprawa lokalna, ale też pomocna do rozładowania korków na pozostałych mostach. Wydaje mi się, że rezygnowanie z mostu Krasińskiego to zły pomysł.
Źródło: ASAB, Radni Żoliborza: pieniądze na Euro, a nie na most, Życie Warszawy, link do strony.

No to mamy kolejny konflikt.

30 sie 2007

Zgromadzenie przed KPRM jednak legalne?

Albo dałem się nabrać (tak samo jak Pani Prezydent i jej urzędnicy) i poprzednie dwie notki należy wyrzucić do kosza, albo Roman Giertych przywłaszczył sobie coś, co do niego nie należy i blefuje.

13 sierpnia w notce Kolejny odcinek cyrku pt. okupacja przed KPRM? pisałem o dziwnym pozwoleniu na zgromadzenie publiczne przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, które pojawiło się na stronach miasta. Zgromadzenie zarejestrowane przez osobę prywatną miało trwać od 17 sierpnia do 16 października. Mało istotna rzecz, więc o sprawie zapomniałem.

Zastanawiałem też w swoim komentarzu jak to możliwe, że urzędnicy zgodzili się na tak długi okres zgromadzenia.

A teraz, gdy Pani Prezydent powiedziała, że dzisiejsze miasteczko jest nielegalne to Roman Giertych odpowiedział:
Roman Giertych zapewnił, że w ciągu najbliższych godzin miasteczko będzie powiększane, a do stolicy z całej Polski przyjadą autokary z protestującymi. Jak powiedział Giertych, jego partia ma pozwolenie na protest do 17 października. Dodał jednak, że czas trwania demonstracji zależeć będzie od rozwoju sytuacji.
Źródło: Link do strony.

Czyli pasuje do tego zgromadzenia, które niby zaczęło się 17 sierpnia. Jeżeli wskazana przez LPR osoba prywatna złożyła wniosek odpowiednio wcześniej to LPR miała niezłe przeczucie, że przyda się do "spontanicznego" zakładania miasteczka.

AKTUALIZACJA 20:50

Jak na trzy namioty Giertycha to zdecydowanie za dużo poświęciłem swojego czas na ten temat. Z pomocą PAPu wyjaśniła się cała historia. I wyszło na to, że Giertych i LPR wcale takimi geniuszami przewidującymi przyszłość nie są.
W rozmowie z dziennikarzami Giertych zapewniał, że manifestacja jest legalna, a jej organizatorzy posiadają zgodę władz miasta do 17 października. Zapowiedział, że protest będzie trwał dłuższy czas, a w piątek i sobotę przyjadą autokary z całego kraju.

Jak to możliwe? Według PAP, "biało-czerwone" miasteczko podłączyło się do innej, zalegalizowanej już wcześniej demonstracji byłego posła Zygmunta Nowaka. Nowak, znany tropiciel prawdziwych i domniemanych afer korupcyjnych, autor "Raportu Nowaka" uzyskał pozwolenie na na demonstrację przed kancelarią premiera od 17 sierpnia do 16 października bez przerwy. Były poseł poinformował władze miasta o tym, że Giertych dołączył do tego zgromadzenia.
Źródło: Link do strony.

Ale kto daje Nowakowi zgodę na dwa miesiące zgromadzenia przed KPRM?

Zgromadzenie przed KPRM jest nielegalne.

Tak powiedziała też Pani Prezydent, ale nie ma zamiaru nic z tym zrobić. I jak przyjdzie wniosek, to za trzy dni Giertych i spółka będą mogli legalnie bawić się przed KPRM dalej.

Tylko jak w przypadku pielęgniarek fakt, że ktoś złamał przepisy, powinien być brany pod uwagę przy wydawaniu pozwolenia na zgromadzenie.




Ostrzeżenie w sprawie nowego miasteczka przed KPRM.

Na miejscu Pani Prezydent zastanowiłbym się trzy razy zanim wydałbym pozwolenie na zgromadzenie publiczne, którego zażyczył sobie Roman Giertych.
Roman Giertych ogłosił, że LPR zaczyna protest pod Kancelarią Premiera. Będzie to "biało-czerwone miasteczko". Nie ma jeszcze zgody ze strony władz miasta na organizację protestu, ale zdaniem byłego wicepremiera obecne wydarzenia są na tyle ważne, że prezydent Gronkiewicz-Waltz powinna jak najszybciej wydać pozwolenie.
Źródło: Link do strony.

Miasteczko ma rozpocząć działalność za dwie godziny. Ale przepisy są jasne:
Organizator zgromadzenia publicznego obowiązany jest złożyć zawiadomienie nie później niż na 3 dni, a najwcześniej 30 dni przed datą zgromadzenia.
Źródło: Link do strony.

Jeżeli Liga Polskich Rodzin i w efekcie urzędnicy Pani Prezydent złamią ten przepis wydając przyspieszoną zgodę na zgromadzenie to zgromadzenie będzie nielegalne. Kiedy przed KPRM była białe miasteczko, mieliśmy podobną sprawę.

Formularz, jaki musi wypełnić Giertych:


Dziennik w HGW pytaniami a wybory w tle.

Zaczyna się robić nerwowo. Już nawet Dziennik zaczyna zadawać trudne pytania o remonty, domagając się odpowiedzi Pani Prezydent. Oto pytania:
DZIENNIK stawia trudne pytania Hannie Gronkiewicz-Waltz, choć ta nie chce odpowiadać.

Z każdym dniem Warszawa staje w coraz większych korkach. Wczoraj miasto było wręcz sparaliżowane. Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz nie znalazła jednak czasu, aby z nami porozmawiać. A chcieliśmy jej zadać następujące pytania:

1. Czy pani prezydent zdaje sobie sprawę, co się dzieje w mieście, którym pani zarządza?
2. Dlaczego podjęła pani decyzję, aby wszystkie strategiczne roboty drogowe na najważniejszych warszawskich ulicach wykonywać naraz?
3. Dlaczego te remonty nie zostały zamknięte przed końcem wakacji?
4. Dlaczego na dwóch najruchliwszych mostach wprowadzono ograniczenia w ruchu pojazdów?
5. Dlaczego miasto nie przyspiesza procedur związanych z przygotowaniem budowy
drugiej linii metra?
6. Czy Zarząd Dróg Miejskich wprowadzi zapisy w warunkach przetargów promujące szybsze wykonywanie robót drogowych i dlaczego nie uczynił tego do tej pory? Czy kierownictwo ZDM poniesie za to odpowiedzialność?
Źródło: Sławomir Cichy, Sławomir Ślubowski, Nieudolność władz sparaliżowała Warszawę, Dziennik, link do strony.

I nawet zapytano o opinię dr. Marka Migalskiego (czy pozostało jeszcze jakieś zdarzenie, które nie komentował dr. Migalski?):
Zdaniem dr. Marka Migalskiego, politologa z Uniwersytetu Śląskiego, to kompletny brak troski o mieszkańców, ale też wyborców.

"Gdyby miały się odbyć wybory samorządowe, to takie działanie partii rządzącej miastem, w tym przypadku Platformy Obywatelskiej, byłyby dla niej politycznym samobójstwem" - komentuje dr Migalski.
Źródło: Sławomir Cichy, Sławomir Ślubowski, Nieudolność władz sparaliżowała Warszawę, Dziennik, link do strony.

Spiskowa teoria wyborcza mówi, że PO nie dopuści do wyborów parlamentarnych tak długo, aż sytuacja w mieście się nie uspokoi i będzie się można znowu chwalić Warszawą jako sukcesem partii.

Dziękuję AL za polecenie artykułu.

Pani Prezydent, czas powiedzieć stop.

Wiemy jaką mamy sytuację w mieście związaną z utrudnieniami w ruchu. Zbiór materiałów z TVP3 z ostatnich trzech dni:


A urzędnicy z Ratusza zgodzili się (jak co miesiąc), aby w piątek ulicami zakorkowanego miasta przejechała Warszawska Masa Krytyczna.

Jaka jest planowana trasa przejazdu?
Pomnik Kopernika, Nowy Świat, Świętokrzyska, Marszałkowska, Pl. Bankowy, Andersa, Stawki, Jana Pawła II, Solidarności, Towarowa, Al. Jerozolimskie, Bitwy Warszawskiej, Grójecka, Krakowska, 17 Stycznia, Żwirki i Wigury, Sasanki, Marynarska, Al. Wilanowska, Al. Lotników, Puławska, Al. Wilanowska, Sikorskiego, Jana III Sobieskiego, Belwederska, Spacerowa, Marszałkowska, Piękna, Al. Ujazdowskie, Nowy Świat, Pomnik Kopernika.
Źródło: Link do strony.

Czas, żeby urzędnicy i Pani Prezydent przestali zachowywać się jak automatyczne sekretarki stowarzyszenia Zielone Mazowsze i negocjowali trasy przejazdów i ich termin w trakcie uciążliwych remontów.

Czy komuś spadnie korona z głowy, jeżeli np. przesunie przejazd z piątkowego popołudnia na sobotę?

29 sie 2007

Zbudował kino to i lotnisko zbuduje.

Kolejny artykuł do kolekcji z podtytułem "Liczy się wyłącznie kryterium fachowości, a to, że prawdziwi fachowcy są związani z PO, potwierdza tylko ich fachowość. Przynależność do PO jest najwyższym stopniem zawodowej specjalizacji."

Tym razem Gazeta Wyborcza opisuje przypadek sekretarza warszawskiej Platformy, który znalazł nowe zajęcie w spółce Port Lotniczy Warszawa Modlin, do której został skierowany przez władze województwa.

Fragmenty:
Platforma sięga po metody PiS i PSL. Po przejęciu władzy na Mazowszu dzieli lukratywne stanowiska między swoich. Marcina Kierwińskiego, sekretarza warszawskiej PO, partia przerzuciła z branży filmowej na front budowy nowego lotniska.

Otwarcie lotniska w Modlinie spóźnione jest już co najmniej o dwa lata. Kontrolowane przez koalicję PO-PSL władze województwa kierują tam więc swoich najlepszych ludzi. Nowym wiceprezesem spółki Port Lotniczy Warszawa Modlin (właściciel 300 hektarów ziemi w Modlinie, ma zrealizować inwestycję wartą ok. 260 mln zł) został 31-letni Marcin Kierwiński. Lotnisk dotychczas nie budował, tylko partię.

Jest jednym z najbardziej wpływowych działaczy warszawskiej Platformy, sekretarzem warszawskiej i mazowieckiej organizacji, stołecznym radnym. O jego zatrudnieniu zdecydowała kontrolowana przez PO i PSL rada nadzorcza spółki Port Lotniczy Warszawa Modlin. Na jej czele stoi Marek Miesztalski, skarbnik województwa z rekomendacji PSL, jeden z najbardziej zaufanych marszałka Adama Struzika.

Jednak Marek Miesztalski upiera się, że o nominacji Kierwińskiego przesądziły kwalifikacje. - Wygrał konkurs (pretm - tutaj należy dodać, że sam zainteresowany powiedział "Złożyłem aplikację, jeśli tak można powiedzieć na konkurs." i same przesłanie CV raczej do konkursu się nie zalicza). Posiada doświadczenie, bo wcześniej pracował w innej spółce. Naprawdę nie wiedziałem, że jest działaczem PO. Słabo się orientuję w personaliach politycznych - mówi.

Ustaliliśmy, że firmą, w której Kierwiński zdobywał doświadczenie niezbędne do prowadzenia budowy lotniska, był Maxfilm, inna spółka województwa mazowieckiego. W marcu wszedł do jej zarządu. Maxfilm zajmuje się głównie budową i zarządzaniem kinami. Ostatnio zbudował kino Praha, zarządza m.in. kinem Wisła. - Kierwiński to miły człowiek, o wysokiej kulturze. U nas radził sobie znakomicie. Odszedł do Portów, bo chciał tam trafić. Widocznie tamte zagadnienia są bliższe jego duszy - mówi Krzysztof Andracki, popierany przez PO szef Maxfilmu.
Źródło: Dominika Olszewska, Partyjny lot Platformy na Modlin, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

Ktoś z PSL powinien przeprowadzić dla Marka Miesztalskiego szkolenie z takiego przydatnego narzędzia do wyszukiwania informacji o nazwie Google. Wystarczy wpisać Marcin Kierwiński do wyszukiwarki i w drugim wyniku można przeczytać, że jest członkiem rady krajowej Platformy Obywatelskiej a w piątym, że jest skarbnikiem i sekretarzem warszawskiej PO.

Przykład Pana Sekretarza jest raczej z tych bardziej lekkich (w końcu pracował dla EADS PZL „Warszawa Okęcie” S.A.), ale jakby ktoś chciał przeczytać inne, oto wpisy z kolekcji:

O "koledzy z PO przynoszą mi CV swoich znajomych, polecają. To naturalne."


Miejska spółka Gminna Gospodarka Komunalna Ochota odzyskana.


Pałac Kultury odzyskany przez frakcję "gronkowców".


O "To, że jestem członkiem PO, nie miało nic wspólnego z wybraniem mnie na prezesa".


Konkursy? Jakie konkursy? czyli o "wyznaczanie dyrektorów szkół poza konkursem".


Grzegorzowi Schetynie nos urośnie jak u Pinokia.


Joanna Fabisiak (PO): "A jak robili inni? Nie dawali swoim ludziom posad w spółkach?"


Wprost.pl o urzędach podległych HGW: "zatrudnienie znajdują całe rodziny lokalnych działaczy PO".


O "Prezydent zatrudnia, kogo chce, a jak ktoś nie pasuje, to konkurs unieważnia."


O "to spłata długów za poparcie", czyli HGW, mazowiecki baron SLD i służbowa karta płatnicza.


O dziwnych zbiegach okoliczności i jednym bardzo szczęśliwym komendancie.


Polidy odzyskują stanowiska w dzielnicach, czyli o "Chodzą za mną koledzy z zarządu i naciskają."


Wyborcza odkryła "kolesiostwo" w Platformie. Trzy tygodnie po Rzeczpospolitej.


O "swoistą nagrodą dla lojalnych partyjnych funkcjonariuszy."

Gazeta Wyborcza o bilecie aglomeracyjnym: "Fiasko".

Potwierdzają się informacje (materiał z Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego zamieściłem w poniedziałek, więc news to średni), że bilet aglomeracyjny będący jednym z filarów obietnic wyborczych HGW, zaczyna powoli rozmywać się w szarej warszawskiej rzeczywistości.

Krzysztof Śmietana w Gazecie Wyborczej napisał tak:
Fiasko jednego z najważniejszych projektów komunikacyjnych - ratusz przestaje wierzyć w szybkie wprowadzenie wspólnego biletu dla całej aglomeracji i woli rozwijać swoją Szybką Kolej Miejską, która dziś składa się z ośmiu pociągów.

Wspólny bilet na komunikację w Warszawie i pociągi z okolicznych miejscowości obiecywała przed wyborami prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. To ułatwiłoby dojazdy tysiącom pasażerów i ograniczyło liczbę samochodów wjeżdżających do stolicy. Skończyło się na tym, że taki bilet obowiązuje tylko w granicach Warszawy, a także w Ząbkach i Opaczy.

Michał Dąbrowski z ZTM przypomina: już na początku lipca Koleje dostały pismo z pytaniami o wysokość dopłat, których oczekują po rozszerzeniu zasięgu wspólnego biletu. - Do tej pory nie dostaliśmy odpowiedzi - mówi.

Grzegorz Kuciński z zarządu Kolei Mazowieckich twierdzi, że tej operacji nie da się szybko przygotować. - Żeby w pociągach można było korzystać z biletów ZTM, na stacjach trzeba zamontować kasowniki. Poza tym ciągle staramy się oszacować, ilu naszych pasażerów mogłoby z nich korzystać - mówi Grzegorz Kuciński.
Źródło: Krzysztof Śmietana, Każdy sobie bilet skrobie, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

Jeżeli się nie ma pewności, co do możliwości wprowadzenia proponowanego rozwiązania, są co najmniej dwie strony do uzgodnień (czyli w 100% nie zależy to od nas), to może warto czasami ugryźć się w język i nie obiecywać.

28 sie 2007

Czy sztab wyborczy PO ingeruje w zatrudnianie dyrektorów w Ratuszu?

Kiedy krytykowano zatrudnienie Janusza Cieliszaka (rzecznika Telewizji Polskiej z czasów prezesury Roberta Kwiatkowskiego) w Biurze Promocji powstrzymałem się od pisania na ten temat, wychodząc z następującego założenia:

Jeżeli wygrał konkurs, nie ma żadnych zastrzeżeń do procedury konkursu i nie można udowodnić, że to kandydatura wprost wskazana przez LiD, to kwestionowanie samych "kwalifikacji moralnych" nie wystarczy do wezwania do dymisji.

Teraz jednak mamy dodatkowy aspekt tej sprawy. Fragment z wczorajszej Rzeczpospolitej:
Ratusz nie podpisał umowy z Januszem Cieliszakiem, który wygrał konkurs na zastępcę dyrektora miejskiego Biura Promocji. Jest uważany przez specjalistów od PR jako jeden z najlepszych fachowców w tej branży.

- Miałem już pokój w urzędzie i zakres obowiązków - przyznaje Cieliszak. Rezygnacji z jego kandydatury nie chce komentować.

Radni PO są zdziwieni, ale opozycja triumfuje. -Rezygnacja z Cieliszaka oznacza, że pani prezydent zachowała resztki poczucia wstydu i nie będzie zatrudniała skompromitowanych osób - mówi radny miasta Maciej Maciejowski (PiS).

Nieoficjalnie wiadomo, że wstrzymanie podpisania umowy to efekt nacisku osób odpowiedzialnych za kampanię wyborczą PO.

- Człowiek od PR, który budzi kontrowersje, to błąd kadrowy -przyznaje jeden z posłów PO.
Źródło: mgc, Nadal bez zastępcy, Rzeczpospolita, link do strony.

Kto rządzi w tym mieście? Urzędnicy Pani Prezydent czy "osoby odpowiedzialne za kampanię wyborczą PO"?

Jeszcze kilka dni temu rzecznik Ratusza (nadal na stanowisku pomimo "Second Life Gate") zachwalał Cieliszaka jako najlepszego fachowca, który uzyskał maksymalną liczbę punktów w konkursie. Ciekawe jak Ratusz teraz będzie tłumaczył tą sytuację.

27 sie 2007

Wspólny bilet aglomeracyjny? Nie w tym roku.

Rozmowy przełożone na następny rok. Materiał z TVP3:


Dla przypomnienia Pani Prezydent zawarła wspólny bilet (nie mówimy o rozwiązaniu z początku roku, bo było one załatwione już za poprzedniej ekipy) jako jedną z inwestycji do realizacji w 2007 roku.
RZ: Gdy spotkamy się za rok, z czego będzie można panią rozliczyć?

HGW: Na pewno będzie już wspólny bilet i system zarządzania ruchem oraz nowe niskopodłogowe tramwaje.
A w międzyczasie Słońce Warszawy wróciło z urlopu:


Najpierw "Tak" dla Warszawy w Second Life, a teraz "Nie" dla Warszawy w Second Life.

Polityka informacyjna Ratusza sięga granic absurdu.

Najpierw Tomasz Andryszczyk (p.o. Rzecznika Prasowego) mówi w Radiu dla Ciebie, że Warszawa przyłącza się do gry Second Life i będzie to kosztowało miasto "od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych", ale "inwestycja na pewno szybko się zwróci".

A teraz w Rzeczpospolitej Katarzyna Ratajczyk (p.o. Dyrektora Biura Promocji Miasta) mówi, że "nie wchodzimy do Second Life" i co ciekawsze posądza agencję reklamową o niecne czyny.

Fragment z Rzeczpospolitej:
Stolica nie weźmie udziału w internetowej grze Second Life. Na stołecznych urzędników nie oglądają się krakusy, którzy już udostępnili turystom swój Rynek w wirtualnym świecie

W internetowych mediach pojawiła się w ub. tygodniu informacja: jeszcze w tym roku stolica wejdzie do Second Life. To robiąca prawdziwą furorę wirtualna gra, w którą na całym świecie bawi się już ponad 9 mln użytkowników, a swoje wyspy, czyli miejsca, które można odwiedzać, mają wielkie korporacje, uczelnie, ambasady oraz miasta z całego świata.

Kiedy zapytaliśmy w ratuszu o szczegóły debiutu stolicy w wirtualnej rzeczywistości, urzędnicy wycofali się z pomysłu. - Nie wchodzimy do Second Life -mówi "Rz" dyrektor Biura Promocji Miasta Katarzyna Ratajczyk. - Ale też wcale się z pomysłu nie wycofujemy. Po prostu inicjatywa przystąpienia Warszawy do gry nie była nasza. To najprawdopodobniej manipulacja jakiejś firmy i próba wymuszenia na nas decyzji o rozpoczęciu współpracy -mówi tajemniczo dyrektor Ratajczyk, ale nie chce zdradzić szczegółów rzekomego podstępu.

To oznacza, że na razie stolica nie pojawi się w grze. -Do udziału w Second Life musielibyśmy stworzyć osobny wydział w Biurze Promocji, zatrudnić armię informatyków i posiadać o wiele wyższy budżet - tłumaczy powody decyzji Ratajczyk.
Źródło: Maciej Szczepaniuk, Drugie Życie w cybersieci nie dla Warszawy, Rzeczpospolita, link do strony.

Jeżeli Tomasz Andryszczyk bez konsultacji z kimkolwiek zapowiedział publicznie wydanie z miejskiej kasy "od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych" to pierwszą decyzją Pani Prezydent po powrocie z urlopu powinno być zwolnienie Pana Rzecznika.

A jeżeli Pani Dyrektor Biura Promocji nie ma dowodów na manipulację agencji reklamowej (w której wziął przecież udział rzecznik Ratusza) to powinna być następna w kolejce.

PS. O komisję śledczą będę wnioskował w późniejszym terminie :)

HGW w towarzystwie podejrzanego polityka, który zbudował "niejasne powiązania i zależności".



Hipokryzja Julii Pitery nie ma granic.

Kiedy Prezydent Kwaśniewski zapewnił zwycięstwo jej koleżance partyjnej, udzielając w ostatniej chwili poparcia dla jej kandydatury, to był w porządku i posłanka Pitera nie miała do tego poparcia zastrzeżeń. Dobrzy byli też ludzie Kwaśniewskiego z LiDu, z którymi Platforma zawarła koalicję i z którymi rozdziela stanowiska. Pitera nie protestowała.

A teraz, kiedy Julia Pitera poczuła na plecach oddech LiDu to przypomniała sobie, że Kwaśniewski jest postkomunistą. Żadna nowość, ale w ustach Pitery jako przedstawicielki warszawskiej Platformy brzmi zabawnie.

Fragment artykułu autorstwa Julii Pitery w Dzienniku:
Aleksander Kwaśniewski nie wytrzymał bez polityki. Dziś staje na czele komitetu wyborczego Lewicy i Demokratów, kreując się - jak sam powiedział w poniedziałek - na gwaranta dobrych obyczajów. I od razu jako gwarant dobrych obyczajów zaatakował Platformę, zarzucając jej, że jest upudrowanym PiS" - pisze w DZIENNIKU posłanka PO Julia Pitera.

Człowieka poznaje się po środowisku, w jakim się obraca i jakie wokół siebie tworzy. Aleksander Kwaśniewski dorastał w środowisku aparatu pezetpeerowskiego, przyjmował od niego zaszczyty tak długo, dopóki nie przyszedł czas demokracji i III Rzeczpospolitej. Dla naszego bohatera przejście z jednej do drugiej rzeczywistości okazało się bezproblemowe.

Zaczął - według jego własnej oceny - "bronić demokracji”, czynił to jednak w otoczeniu ludzi co najmniej dziwnych. Pełno było wśród nich osób związanych z wielkim biznesem, ale i ze służbami specjalnymi PRL. Trudno mi więc uwierzyć człowiekowi, który przez niemal dwie kadencje zatrudniał na stanowisku dyrektora gabinetu Marka Ungiera.

Urząd prezydencki okazał się być w tamtych latach naszpikowany agentami komunistycznych służb, a biznesmeni z listy najbogatszych Polaków stali w kolejce do zrzutki na obraz - prezent dla prezydenta. Te niejasne powiązania i zależności, które Aleksander Kwaśniewski sam przecież zbudował, nie przeszkodziły mu później wzywać polityków do oddzielenia władzy od biznesu. Można liczyć na krótką pamięć wyborców, ale nie jest to przyzwoite. Gwarantowi dobrych obyczajów nie uchodzi.
Źródło: Julia Pitera, Pitera: Kwaśniewski - upudrowany demokrata, Dziennik, link do strony.

Nie ma takiej rzeczy, której Julia Pitera nie mogłaby powiedzieć, jeżeli poczuje, że może ją to przybliżyć w danym momencie do władzy.

Poczekamy jak ta walcząca z postkomunistami posłanka będzie odbierać nominacje do rządu Aleksandra Kwaśniewskiego polidowej koalicji.

26 sie 2007

Jerzy Miller na liście potencjalnych ministrów Platformy.

Na stronach wprost.pl opublikowano listę potencjalnych ministrów w rządzie Platformy.

Ministrem zdrowia ma ewentualnie zostać Jerzy Miller, czyli wiceprezydent Warszawy odpowiedzialny np. za tworzenie planów i strategii rozwoju miasta, fundusze europejskie, ochronę zdrowia i zamówienia publiczne.

Dobrze wiedzieć, że Warszawa przestała już być odskocznią do stanowisk na szczeblu krajowym.

A w pakiecie z Millerem nie można byłoby dorzucić też HGW?

Kolejny przykład "Dlaczego mam się zajmować jakimiś lokalnymi sprawami?"

Z przykrością (bo ten blog w Salonie24 czytam regularnie) muszę zacytować Krzysztofa Leskiego, który tak napisał pod notką o możliwym aliansie Po i LiDu, kiedy wspomniano koalicję w Warszawie i problem prawdomówności Donalda Tuska:
"Naprawdę mało mnie interesują sojusze lokalne i łamanie obietnic na tym szczeblu".

"Egzotycznych koalicji ma szczeblu lokalnym jest w Polsce wiele, w szczególności wciąż wiele PiS-LPR-SO, w polityce wszystkich krajów tak jest i niewiele z tego wynika".
Źródło: Link do strony.

Oczywiście każdy ma prawo być zainteresowany tym, czym chce i generalnie nic mi do tego.

Jednak Pan Redaktor Leski jest dziennikarzem (TVP3), który będzie relacjonował i komentował nadchodzącą kampanię wyborczą i to zdecydowane "Warszawa to tylko sprawa lokalna" jest, co najmniej niepokojące.

Słuchając haseł o "Polsce Obywatelskiej" nie można ignorować działań i stylu rządzenia w Warszawie będącej poligonem doświadczalnym tej "Polski Obywatelskiej", którą PO chce przenieść na cały kraj. A już szczególnie zawartej koalicji z lewicą i słów Donalda Tuska, które padły przed wyborami 2006.

Dlaczego moim zdaniem nie można Warszawy ignorować w perspektywie kampanii 2007?

Po pierwsze, bo najprawdopodobniej dokonania w Warszawie będą jej elementem (tu przypomina się wypowiedź posła Andrzej Halickiego "Działacze skupieni wokół posła PO Andrzeja Halickiego uważają, że partia powinna już teraz zadbać oswój wizerunek, by przed wyborami móc pochwalić się zrealizowanymi obietnicami") i zanim zostaną przekazane jako informacja powinny być zweryfikowane. A nie na zasadzie przeczytania materiału z Ratusza jak to kiedyś zrobił Łukasz Grass w TVN24.

Po drugie, już teraz o polityce w Warszawie decydują ci, którzy będą być może decydowali na szczeblu krajowym, czyli: Tusk, Komorowski (konsultujący decyzje HGW) i Schetyna. I koalicja z LiDem jest elementem tej polityki, czyli uprawnia do tego, aby była częścią rozważań o przyszłych scenariuszach.

Niestety najwyraźniej to, co powiedziała kiedyś Monika Olejnik, czyli "dlaczego mam się zajmować jakimiś lokalnymi sprawami" jest bardzo aktualne.

25 sie 2007

Nie ma Pani Hani, nie ma.

Przyglądałem się uważnie relacjom w telewizji, ale Hanny Gronkiewicz-Waltz (Członek Rady Krajowej PO, Wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej, Członek Zarządu Krajowego PO, Członek Rady Regionu) nie widziałem na radzie krajowej Platformy, która odbywa się dzisiaj w Pałacu Kultury. To urlop ważniejszy od rady krajowej?

Porażająca marginalizacja :)

Mała rzecz a cieszy.

Fragment z artykułu Rzeczpospolitej o kampanii wyborczej w serwisie You Tube:
Na YouTube taka fala może nadejść w każdej chwili. W klipie dodanym trzy tygodnie temu internauci wypominają Tuskowi, że obiecywał w Warszawie rządy PO bez SLD i złamał słowo. Przeciwnicy rządu atakują Jarosława Kaczyńskiego co smakowitszymi kawałkami ant-PiS-owskich tyrad ze "Szkła kontaktowego" TVN 24. A to nawet jeszcze nie pierwsza runda.
Źródło: Piotr Gociek, Bartłomiej Radziejewski, W sieci bój już trwa, Rzeczpospolita, link do strony.

Klip, który przygotowałem trzy tygodnie temu na temat prawdomówności Donalda Tuska w sprawie polidowej koalicji w Warszawie (jeżeli o ten chodzi):

24 sie 2007

Czy Warszawa w Second Life warta jest wydania przez miasto "od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych"?

Najpierw w Życiu Warszawy pojawił się artykuł o planach uruchomienia "wirtualnej Warszawy" w Second Life przez agencję reklamową Supremum Group. Na początku Ratusz nie odpowiedział na pytania agencji czy zaangażuje się w projekt.

Co Ratusz miałby z takiej inwestycji?
– To, jak rozbudowany będzie ten serwis, zależy od współpracy władz miasta – wyjaśnia Magdalena Skórska z Supremum. Dodaje, że w Second Life mogłoby powstać np. wirtualne biuro, w którym internetowy urzędnik odpowiadałby na pytania dotyczące chociażby wymiany dowodów.
Źródło: Link do strony.

Trochę wątpię w to czy któryś z 60 tysięcy polskich użytkowników ma problem z wymianą dowodów, ale to szczegół, rozumiem, że agencja musi jakoś swój pomysł sprzedać.

Wczoraj na stronach Radia dla Ciebie pojawiła się wypowiedź rzecznika HGW, który zapowiedział:
Drugie życie Warszawy. Stolica przyłączy się do internetowego projektu Second Life.

Second Life będzie kosztować stolicę od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych. Inwestycja na pewno szybko się zwróci - mówi rzecznik Ratusza, Tomasz Andryszczyk

"Wirtualny turysta odwiedzający Warszawę w grze Second Life może zdecydować, że przyjedzie do prawdziwej Warszawy, zostawi tutaj znaczną kwotę pieniędzy, być może rozreklamuje Warszawę dalej " - powiedział Andrzyszczyk.
Źródło: Link do strony.

Czy jest sens wydać z miejskiej kasy "od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych" na ten projekt? Wydawało mi się, że w obszarze promocji miasta jest, na co wydawać pieniądze.

I jak ma się szybko zwrócić taka kwota, skoro nie ma możliwości określenia, że konkretny turysta przyjechał do Warszawy, bo zwiedził ją już w Second Life i wydał tyle i tyle.

Jak wygląda Kraków w Second Life można poczytać i zobaczyć tutaj.

23 sie 2007

Czarno to widzę. Czyli w kolorach różowo czerwonych.

Wirus z Warszawy zarażający polidem zaczyna przenosić się na cały kraj.
Były prezydent Aleksander Kwaśniewski zapowiedział, że w przyszłym rządzie, po wyborach, które mają odbyć się 21 października, ugrupowanie Lewica i Demokraci byłoby gotowe dołączyć do Platformy Obywatelskiej. Jego zdaniem, taka koalicja "byłaby politycznie naturalna".
Źródło: Link do strony.

Tu w Warszawie wszystko się zaczęło. Skończy się tak:


Ratusz opublikował pierwszy sondaż na stronach miasta.

Wydział Prasowy opublikował na stronach miasta pierwszy sondaż za czasów nowej ekipy.

Sondaż przeprowadzony na początku lipca w temacie, co bardziej lubimy: prywatne placówki zdrowia czy publiczne.



Wszyscy chcieliby się leczyć prywatnie, ale nie wszystkich na to stać (choć w sondażu mowa o korzystaniu w ramach obowiązkowego ubezpieczenia), więc nie wykorzystywałbym tego sondażu jako oręża w prywatyzacji.

Spokojnie, do grudnia jeszcze dużo czasu.

Nie dziwię się kierowcom narzekającym na remont na Puławskiej. Kierowca stoi w korku dłuższą chwilę, ma czas na rozglądanie się i zamiast uwijających się robotników widzi samotną rozkopaną ulicę. Do tego pamięta zapowiedzi władz (to będzie nasza wzorcowa inwestycja) i się denerwuje.
- Remont Puławskiej będzie wzorcową inwestycją. Prace mają trwać od godz.6 do 22 - tak obiecywał wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz. Wczoraj musiał przyznać w błysku kamer i fleszy: firma Strabag prawie nic tam nie robi.

Traf chciał, że premierowy przejazd najdłuższego w Polsce tramwaju - najnowszego nabytku stolicy - odbywał się właśnie remontowaną ul. Puławską. Wojciechowicz siedział przy oknie, a za szybą przesuwał się smętny obraz: zwężona o jeden pas jezdnia między Domaniewską i Dolną, na której nie było ani jednego robotnika. -Gdzie ta wzorcowa inwestycja? -pytali dziennikarze.
Źródło: Konrad Majszyk, Wiceprezydent najadł się wstydu na Puławskiej, Rzeczpospolita, link do strony.

Jednak jak usłyszałem, jaki termin ma firma Strabag Polska remontująca ulicę, czyli 15 grudnia popatrzyłem na to z innej strony.

Firma Strabag budowała estakady nad rondem Starzyńskiego. Pierwszą zakończyła kilka miesięcy przed terminem a drugą oddała dokładnie w terminie. Tylko, że druga estakada była zakończona wcześniej a firma nie otrzymała od władz dodatkowej motywacji (czyli pieniędzy) na szybsze jej oddanie. Dlatego wolała przerzucić robotników na inne budowy a i tak skończyła w terminie.

Z Pułaską będzie podobnie. Bo termin jest odległy a dodatkowych motywacji brak. Nie ma potrzeby strzelania do firmy, niech się władza zastanowi zanim obieca prace trwające od 6 do 22.

Muszę sobie w wolnej chwili poczytać jak to robią w innych krajach i jak wyglądają kontrakty asap z możliwością dużej premii.

22 sie 2007

Komisja śledcza - HGW 1:1

Najpierw Sąd Okręgowy na wniosek komisji śledczej ukarał Panią Prezydent grzywną za niestawienie się na wezwanie komisji a teraz Sąd Apelacyjny uchylił grzywnę i przekazał do ponownego rozpatrzenia.
Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił decyzję sądu I instancji o nałożeniu kary tysiąca złotych dla Hanny Gronkiewicz-Waltz za niestawienie się przed bankową komisją śledczą.

Sąd Apelacyjny, po rozpatrzeniu zażalenia Gronkiewicz-Waltz, zwrócił sprawę sądowi I instancji do ponownego rozpatrzenia - poinformowała rzeczniczka sądu sędzia Barbara Trębska. Dodała, że uzasadnienie tej decyzji SA odroczono do 28 sierpnia.
Źródło: Link do strony.

To wszystko i tak jest już bez znaczenia. Nikt żadnych banków i ich prywatyzacji w następnym Sejmie nie będzie sprawdzał.

Przejrzystość, czyli słowa a działania.

We wczorajszym wywiadzie dla Gazety Wyborczej Jarosław Jóźwiak oskarżył poprzednią ekipę o przejadanie pieniędzy podatników w restauracjach i przy tej okazji powiedział:
Gazeta: Co was skłoniło do kontroli wydatków ekipy PiS? Zbliżająca się kampania wyborcza?

Jarosław Jóźwiak, wicedyrektor gabinetu prezydenta: To był spontaniczny wniosek naszego kontrolera. Sprawa wyszła podczas prześwietlania historii z ogólnopolskimi sondażami zamówionymi za 100 tys. zł przez ekipę PiS. Pani kontroler przy okazji zerknęła na koszty reprezentacyjne, zaniepokoiła się i temat ruszył.

Co pan sugeruje?

- Odwołuję się do przejrzystości i pytam o uzasadnienie podejrzanych wydatków reprezentacyjnych.
Źródło: Iwona Szpala, Rozmowa z Jarosławem Jóźwiakiem, wicedyrektorem gabinetu prezydenta, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

No to porozmawiajmy o tej przejrzystości do której tak odwołuje się Pan Dyrektor (a dokładniej p.o. wicedyrektora Gabinetu Prezydenta).

Kiedy ukazał się w Wyborczej artykuł o złożeniu przez Ratusz zawiadomienia do prokuratury w sprawie możliwych nieprawidłowości w zamawianiu badań opinii publicznej w roku 2005 wysłałem wiadomość do Jarosława Jóźwiaka z następującą propozycją:
"Rozumiem, że Pani Prezydent i jej współpracownikom zależy na tym, aby w przyszłości nie została posądzona o zamawianie badań, które "mogły służyć celom politycznym".

Czy w związku z tym, byłby Pan gotowy zapewnić, że na stronach miasta wszystkie badania przeprowadzane na zlecenie Ratusza będą publikowane, tak, aby zainteresowani mogli ocenić czy zadawanie poszczególnych pytań może służyć celom politycznym czy nie?"
Chodziło mi przecież o przejrzystość. Pomimo wysyłania tej wiadomości ponownie nigdy nie otrzymałem odpowiedzi. 10 sierpnia wysłałem wniosek o dostęp do informacji publicznej z następującą prośbą:
Uprzejmie proszę o udostępnienie informacji o wydatkach poniesionych przez Urząd m.st. Warszawy (oraz podległe urzędowi jednostki) na badania opinii publicznej w okresie od początku grudnia 2006 do końca lipca 2007.

Proszę również o przedstawienie listy zamówionych badań opinii publicznej wraz z opisem, jakich tematów dotyczyły poszczególne badania i informacją, które organizacje przeprowadzały badania na zlecenie Urzędu.
Ponieważ kontrolerom z Ratusza prześledzenie sondaży zamawianych w kadencji 2002-2006 nie zajęło dużo czasu to wydało mi się, że dwa tygodnie wystarczą urzędnikom na zebranie listy badań zamówionych w ciągu 8 miesięcy.

Nic bardziej mylnego. Po dwóch tygodniach otrzymałem informację, że dane otrzymam najpóźniej 10 października. Czyli w najgorszym scenariuszu 2 miesiące od wysłania wniosku (maksymalny czas określony przez ustawę, zbieżność z wyborami zapewne nieprzypadkowa).



Gdyby przejrzystość była faktycznie jedną z zasad stosowanych w urzędzie podległym Pani Prezydent to tego typu informacje byłby przekazywane w krótki czasie. Inne przykłady to: wydatki na zewnętrznych prawników (6 września miną 2 miesiące od wysłania wniosku), wydatki związane z tzw. "białym miasteczkiem" (zapowiedziano zbieranie informacji przez miesiąc) czy brak odpowiedzi na moje kolejne maile.

Kolejna administracja, która faktycznie chciałaby, aby przejrzystość była elementem polityki Urzędu powinna zdecydować się na publikowanie większości wydatków, tak, aby były dostępne dla wszystkich zainteresowanych, (choćby byli to pasjonaci oglądania faktur za ciasteczka wieczorową porą). Może wtedy niektórzy zastanowiliby się trzy razy przed kolejnym bezsensownym wydatkiem na koszt miasta, pamiętając, że ktoś może im to za pewien czas wypomnieć.

21 sie 2007

Nowy tramwaj wziął się i popsuł.

Biedny tramwaj.

Wytrzymał uroczystość (przecięcie wstęgi przy dźwiękach "Marszu Mokotowa", dym żółto-czerwony, uroczyste przekazanie kluczyków i przemówienia prezesa) i nawet zniósł przejazd naszej kochanej władzy pod przewodnictwem wiceprezydenta Wojciechowicza (małego Franka z medalem nie widziano na uroczystości).

Ale już mu sił nie starczyło, żeby wozić mieszkańców Warszawy i po jednym dniu wrócił do zajezdni. Nieprzyzwyczajony do takich "pijarów".

Pani Prezydent na urlopie, nie przecinała wstęgi i dlatego tramwaj był z góry skazany na porażkę :)

Grupa hakowa z Ratusza liczy butelki wina kupione przez Lecha Kaczyńskiego.

Bardzo uroczy artykuł wyprodukowała Gazeta Wyborcza na podstawie materiałów z Ratusza i do tego dorzuciła wywiad z Jarosławem Jóźwiakiem. Kontynuujemy temat około gastronomiczny (bliski pracownikom bufetlandu) i tzw. "enigmatycznych kolacji".

W Ratuszu powstał raport w którym kontrolerzy analizują poszczególne wydatki i stawiają zarzut, że "część faktur, była opisana zbyt ogólnie" a ekipa Lecha Kaczyńskiego była rozrzutna. Szkoda, że raport znamy tylko z relacji GW.

Fragment:
Służbowe wyjścia do restauracji, sponsorowanie bankietów, wydatki ze złotych kart Visa - reprezentacyjne obyczaje poprzedniej ekipy rządzącej Warszawą wzięła pod lupę PO.

Raport porusza głównie wątki gastronomiczne. Kontroler pisze, że do końca 2005 r. nie powstały zasady podejmowania gości. Decydowała praktyka. "Zwyczajowo podaje się kawę, herbatę, wodę, ciasteczka, a jeśli są to goście zagraniczni, to jeszcze soki, a w wyjątkowych przypadkach owoce" - wyjaśnia w raporcie z kontroli jeden z urzędników.

Według kontrolera część faktur, do których dotarł, była opisana zbyt ogólnie. Np. cztery osoby. Rodzaj uroczystości: "goście zastępcy prezydenta", miejsce - brak danych, kwota brutto: nie więcej niż 1,8 tys. zł. I dalej - cztery osoby. Rodzaj uroczystości: lunch, La Boheme, nie więcej niż 1,1 tys. zł.

Podobne zarzuty kontroler ma do części rozliczeń ze złotych kart Visa. W raporcie czytamy, że "zapisy dotyczące gości zaproszonych przez prezydenta były ogólne, np. "członkowie parlamentu, przedstawiciele: samorządu, klubów radnych, nauki, eurodeputowanych. Na fakturach wiceprezydenta Roberta Draby "w opisie żadnej nie podano ilości osób uczestniczących w poczęstunku ani nazwisk".
Źródło: Iwona Szpala, Rozrzutność ratusza Kaczyńskiego, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

Osobnym wątkiem jest wywiad z Jarosławem Jóźwiakiem ("mnie to żenuje", "wyłapywała najbardziej krzyczące historie", "poprzednie władze przejadały z pieniędzy podatników"), który odwołuje się do zasad przejrzystości.

To jutro o tej przejrzystości napiszę, bo otrzymałem kolejne pismo z Ratusza.

20 sie 2007

Obozowisko pielęgniarek część 2, czyli "podało dzisiaj Radio Zet".

Trzy tygodnie temu w notce "Szykujcie się na kolejne białe miasteczko" zamieściłem link do strony urzędu miasta z rejestrem zgromadzeń, zapowiadając nowe obozowisko przed Sejmem.

A dzisiaj możemy przeczytać taki "news":
Od wtorku - 21 sierpnia 2007r. miasteczko namiotowe powraca do Warszawy - podało dzisiaj Radio Zet. Pięć namiotów ma stanąć naprzeciwko Sejmu. Oficjalny strajk zapowiedziany jest w nocy z 21 na 22 sierpnia.

W pikiecie weźmie udział 50 osób. Jej celem jest poinformowanie społeczeństwa o sytuacji pielęgniarek oraz wznowienie rozmów z rządem. Zgromadzenie zostało oficjalnie zarejestrowane w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy. Pielęgniarki będą pikietować Sejm dwa razy: od 22 do 24 sierpnia i 5 od 7 września przez pełną dobę.
Źródło: Karolina Kaczmarczyk - Wiadomości24.pl, link do strony.

Nadal czekam na informację ile kosztowało miasto obozowisko przed KPRM.

"Polska Obywatelska", czyli pierwszy dowcip kampanii.

Przeczytałem w Dzienniku, że najważniejszym hasłem kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej ma być "Polska Obywatelska".

I oto w Warszawie, czyli w tej namiastce "Polski Obywatelskiej" ja jako zwykły szary obywatel starający się dotrzeć do prostych informacji o wydawaniu naszych pieniędzy, mam przed sobą pismo od jednego z funkcjonariuszy partyjnych Platformy Obywatelskiej (aktualnie na odcinku p.o. wicedyrektora Gabinetu Prezydenta).

W tym piśmie informuje mnie Pan Wicedyrektor, że potrzebuje miesiąc na ustalenie wydatków poniesionych przez Ratusz w związku z zapleczem przygotowanym przez miasto dla obozowiska w Alejach Ujazdowskich (tzw. "białe miasteczko"). Zapewne tylko po to, aby informacje nie były publikowane w trakcie trwania kolejnego obozowiska tym razem przed Sejmem.

W tej namiastce "Polski Obywatelskiej" ten sam wicedyrektor od czterech tygodni naradza się z kancelarią prawniczą, dla której pracuje profesor Kulesza, czy ten szary obywatel ma prawo do informacji ile z jego pieniędzy poszło na honoraria dla prawników ratujących mandat Pani Prezydent.

W tej namiastce "Polski Obywatelskiej" lokalna władza na czele której stoi wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej, odmawia informacji o dziwnym konkursie na szefa Straży Miejskiej (byłego ochroniarza HGW). Zaprzeczając wszystkim hasłom o przejrzystości, jakie głosiła w kampanii wyborczej.

W tej namiastce "Polski Obywatelskiej" lokalna władza nie chce odpowiedzieć na pytanie czy Pani Prezydent w trakcie godzin pracy, za które pobiera wynagrodzenie od miasta, prowadzi zajęcia na UKSW czy na UW.

19 sie 2007

Rośnie zaufanie Polaków do HGW. Remis z Donaldem.

Trzy dni byłem poza Warszawą a tu pod moją nieobecność Pani Prezydent zanotowała wzrost o 7 punktów procentowych w rankingu zaufania do polityków.
Od lipca wyraźnie poprawiły się notowania dwojga polityków PO: Hanny Gronkiewicz-Waltz (wzrost zaufania o 7 punktów procentowych - do 47 proc.; spadek nieufności o 6 punktów - do 22 proc.) oraz szefa Platformy Donalda Tuska (wzrost zaufania o 6 punktów - do 47 proc.; przy takim samym spadku odsetka osób wyrażających nieufność - do 27 proc.).
Źródło: Link do strony.

Oczywiście na miejscu dziennikarzy, którzy z takim namaszczeniem potraktowali ten wzrost wróciłbym do sondaży z poprzednich miesięcy. Poparcie dla HGW w maju to 46 procent i w czerwcu również 46 procent. Lipcowe wahnięcie w dół o 6 procent zgodnie z przewidywaniami (pisałem o tym tutaj) było tylko chwilowym spadkiem.

To co jest ciekawsze to remis w rankingu zaufania do polityków pomiędzy HGW i Donaldem Tuskiem. Poparcie dla Tuska w maju wynosiło 49 procent a w czerwcu 48 procent. Czyli DT spada a HGW rośnie.

Gdyby trend się utrzymał to źle to wróży Pani Prezydent, jeżeli chodzi o jej karierę w Platformie. Donald może tego nie przeboleć.

16 sie 2007

4 procent. O wiele za dużo.

Podobno aż 4 procent z przepytanych przez TNS OBOP dla "Dziennika" Polaków widzi Hannę Gronkiewicz Waltz na stanowisku premiera. Nieprawdopodobne.

Ale jeszcze bardziej niż ja powinni się dziwić Bronisław Komorowski i Jan Rokita, którzy mają tyle samo punktów procentowych, co HGW (chciałbym zobaczyć minę Komorowskiego jak przeczyta ten sondaż:). Uważajcie Panowie, bo Donald zapatrzony w sondaże jeszcze gotów wybrać HGW na premiera.

Tylko czy Polska jest na to gotowa? :)

Za Dziennikiem:



PS. Następne notki pod koniec tygodnia.

O "bierzemy ten fakt pod uwagę", czyli scenariusz bez Stadionu Narodowego jest możliwy.

Kiedy wiceprezydent Wojciechowicz najpierw zaprzecza, ale w tym samym zdaniu mówi, że jednak bierze ten wariant pod uwagę to moim zdaniem scenariusz Euro 2012 w Warszawie bez Stadionu Narodowego jest możliwy.

Jak już pisałem wcześniej kilka razy, moim zdaniem po nowych wyborach wygranych przez PO możliwa jest rezygnacja z budowy Stadionu Narodowego, rozegranie kilku meczy grupowych na stadionie Legii i przeniesienie meczu otwarcia i półfinałów do innego miasta.

Fragment z Gazety Wyborczej:
Opóźnia się przetarg na budowę nowego stadionu Legii. - Z czysto technicznych względów - zapewnia wiceprezydent Jacek Wojciechowicz. Przyrzeka, że nie jest rozpatrywany wariant podpowiadany przez minister sportu - budowy mniejszego stadionu dla Legii, by nie konkurował ze Stadionem Narodowym.

Warszawscy radni pod koniec czerwca wpisali do planów inwestycyjnych miasta 365 mln zł na budowę nowego stadionu przy Łazienkowskiej. Wiesław Wilczyński, dyrektor biura sportu, zapowiadał wówczas, że przetarg na budowę obiektu zostanie ogłoszony jeszcze w tym samym miesiącu. Nie stało się tak jednak do dziś.

- Nic na ten temat nie potrafię powiedzieć, nadzór nad tą inwestycją przejął wiceprezydent Jacek Wojciechowicz - mówi Wilczyński.

2010 rok to wyznaczona przez UEFA graniczna data, do której muszą powstać stadiony, na których będą rozgrywane mecze piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. Minister Jakubiak przyznała niedawno, że do tego czasu Stadion Narodowy nie będzie gotowy. Mniejszy stadion Legii może być jedynym obiektem w Warszawie, na którym mogłyby się odbyć chociaż mecze grupowe mistrzostw. - Nie to nas determinuje, by budować stadion przy Łazienkowskiej, ale bierzemy ten fakt pod uwagę - mówi Jacek Wojciechowicz.
Źródło: Michał Wojtczuk, Przetarg na stadion Legii - we wrześniu, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

Kto tak determinuje władze lokalne? ITI.

14 sie 2007

Jarosław Jóźwiak poległ w walce. W walce o zaproszenia na trybunę honorową.

Żal mi się zrobiło Jarosława Jóźwiaka.

Nie dość, że nie poszedł na urlop, bo musi doglądać spraw Ratusza pod nieobecność Pani Prezydent (trzy tygodnie we Włoszech razem z wnuczkami) to jeszcze nie dostał od złego PiSu zaproszenia do oglądania jutrzejszej defilady z trybuny honorowej. Absolutny skandal.

Ponieważ Pan Dyrektor (a dokładnie p.o. wicedyrektora Gabinetu Prezydenta) bardzo się zdenerwował to apelowałbym do organizatorów, aby jednak jakieś miejsce się znalazło. A jak nie, to może chociaż jakiś czołg mógłby poprowadzić? Albo Hummera w ostateczności?
Na trybunie zasiądą też wojewoda Jacek Sasin oraz wiceprezydent stolicy Jacek Wojciechowicz (w zastępstwie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, która jest na wakacjach). Wczoraj o wstęp do loży poprosił Kancelarię Prezydenta Jarosław Jóźwiak z gabinetu prezydent stolicy. Ale zaproszeń już nie starczyło.

- Tak jak podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej obóz rządzący zrobił sobie z defilady PiS-owską imprezę propagandową. Parada jest w Warszawie, a na trybunie honorowej zabrakło miejsc dla najbliższych współpracowników Hanny Gronkiewicz - Waltz, m.in. wiceprezydentów stolicy - denerwuje się Jóźwiak.
Źródło: Grzegorz Lisicki, Dominika Olszewska, Defilada, jakiej stolica nie widziała, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

Ale wymyśliłem (specjalnie dla Jarosława Jóźwiaka) jak można się odegrać na tym złym PiSie. Będzie w maju Parada Równości, miasto zbuduje trybunę honorową i wtedy nikogo z PiSu nie zaprosicie. Będzie tylko zarząd miasta i HGW w centrum.

Zemsta będzie słodka.

Zabawy w przewidywanie list wyborczych w Warszawie. Lista PiSu.

W poprzednim wpisie z kategorii "wybory do Sejmu 2007" zamieściłem swoje przewidywania, kto może znaleźć się na listach wyborczych Platformy w okręgu Warszawa I. Teraz czas na zabawę z listami wyborczymi PiSu.

W wypadku pierwszej dziesiątki PiSu (w odróżnieniu od PO) jest to lista raczej "życzeniowa", czyli taka, na którą mógłbym zagłosować. Dlatego też spodziewam się, że zgodność z oficjalną listą może być mała :)

Dla przypomnienia w wyborach 2005 mandaty z listy PiSu zdobyli: KACZYŃSKI Jarosław, KAMIŃSKI Mariusz, GOSIEWSKA Małgorzata Maria, OŁDAKOWSKI Jan Łukasz, PONCYLJUSZ Paweł Janusz, KARSKI Karol, GÓRSKI Artur.

Pierwsza dziesiątka mojej listy:

KACZYŃSKI Jarosław. W wyborach 2001 otrzymał 144 343 głosów, w wyborach 2005 171 129 głosów. Tylko czy w anty-pisowskiej Warszawie utrzyma taką liczbę głosów?

OŁDAKOWSKI Jan. W 2005 na 6 miejscu. Jako dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego świetnie, ale z działalności poselskiej trochę mniej znany. Warto też przemyśleć czy jego start nie byłby pretekstem dla HGW do tworzenia problemów z jego pracą w Muzeum.

KLUZIK - ROSTKOWSKA Joanna. Poprzednio na 9 miejscu. Chyba teraz znajdzie się o wiele wyżej. Jeżeli będzie startować.

DĄBKOWSKA - CICHOCKA Lena. Nie startowała w 2005 i ze względu na pracę w kancelarii Prezydenta (Podsekretarz Stanu odpowiedzialna za sprawy kultury, dziedzictwa narodowego i nauki) start mało prawdopodobny. Biografia dostępna jest tutaj.

LUTEK Anna. W 2005 na przedostatnim 37 miejscu. Pomimo tego wynik blisko pierwszej dziesiątki. Prawie 5 lat pracy w samorządzie, pomysłodawczyni stworzenia w PiS "Forum Kobiet". Więcej informacji tutaj.

BŁASZCZAK Mariusz. Aktualnie członek Rady Ministrów, Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Poprzednio na miejscu 13. W wyborach 2006 wybrany do Sejmiku Województwa Mazowieckiego, doświadczenie w samorządzie. Więcej informacji tutaj.

WIĘCKOWSKI Maciej. Szef warszawskiego PiSu i dlatego kandydatura całkiem naturalna.

Trzy pozostałe miejsca zarezerwowałbym dla radnych Rady Warszawy (lub dwa plus Paweł Poncylujsz). Dlatego, że bitwa w Warszawie najprawdopodobniej będzie skoncentrowana na osiągnięciach Platformy i HGW w pierwszym roku rządzenia. Im więcej osób, które będą w stanie przeciwstawić się propagandzie sukcesu tym lepiej (a argumentów przeciw propagandzie PO nie będzie brakować).

Na 19 mandatów dostępnych w 2005 kandydaci PiSu zdobyli 7 (prawie 30% wszystkich oddanych głosów). Platforma 8 a SLD 3. Czy jest szansa na zdobycie ponownie w okolicach 227 153 głosów? Przed PiSem trudne zadanie w Warszawie.

Jeżeli ktoś ma inne pomysły i chciałby się nimi podzielić to zapraszam do komentarzy.

13 sie 2007

Co Most Północny ma wspólnego z doliną Rospudy.

Bardzo ciekawy materiał w Telewizyjnym Kurierze Warszawskim o Moście Północnym, którego los może zależeć od decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.


Może niektórzy z tych postępowych mieszkańców Warszawy wspierających ekologów zastanowią się nad konsekwencjami tej "zielonej" walki, jak będą stać w korku na moście Grota.

Kolejny odcinek cyrku pt. okupacja przed KPRM?

Czy można bez problemu otrzymać od miasta zgodę na zgromadzenie, które według planów ma trwać dwa miesiące w Al. Ujazdowskich? W bufetlandzie wszystko jest możliwe.



Jeżeli nie jest to jakaś sztuczka KPRM, która miałaby zabezpieczyć przed kolejnym "miasteczkiem" to pewnie mamy do czynienia z jakąś nawiedzoną osobą, która postanowiła stworzyć sobie obozowisko, bo stęskniła się za pielęgniarkami. Kto w mieście pozwala na ten cyrk?

A Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych dostaje kolejne pozwolenia na zgromadzenia, tak, aby mógł organizować kolejne obozowisko. Tym razem przed Sejmem.




Trudna pozycja startowa dla PiSu.

Nie spodziewałbym się rewelacyjnych wyników, ale te rzeczywiście nie są najlepsze.

Jeżeli Gazeta Wyborcza faktycznie dotarła do wewnętrznego sondażu zamówionego przez PiS na temat poparcia dla partii politycznych w Warszawie to przed kandydatami PiSu ciężkie zadanie.

Za to po drugiej stronie barykady zapanowała euforia a wypowiedzi wskazują na to, że Platforma podzieliła mandaty na długo przed głosowaniem. Julia Pitera zapewne już w myślach dobiera meble do gabinetu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Fragmenty:
"Ratunku! Co z nami dalej będzie?" - piszą do siebie dramatyczne maile stołeczni posłowie PiS na wieść o wcześniejszych wyborach. Wewnętrzny sondaż, który zamówiła partia, przynosi jej w Warszawie druzgocące wyniki. W Platformie euforia.

Sondaż pogłębił tylko i tak złe nastroje wśród działaczy PiS. Na polityków partii Jarosława Kaczyńskiego padł blady strach. - Chcieliśmy sprawdzić, jak wypadniemy, ale tak fatalnych wyników nikt się nie spodziewał - komentuje jeden z radnych PiS.

Według tych badań Platformę popiera 49 proc. warszawiaków, PiS tylko 30 proc. Lewica i Demokraci może liczyć na 17 proc. głosów.

W 2005 r. w Warszawie PiS z Platformą przegrało batalię do Sejmu. PO zgarnęła osiem mandatów, PiS o jeden mniej. Teraz PiS nie ma szans na takie poparcie.
Źródło: Dominika Olszewska, Panika wśród warszawskich posłów PiS, Gazeta Wyborcza, link do strony.

Kilka uwag.

Redaktor Olszewska pisząc "tylko 30 proc." zapomniała dodać, że wyniki PiSu w 2005 roku to dokładnie 29.93 % głosów, więc zdobycie "tylko 30 proc." byłoby utrzymaniem poparcia. Ale prawie 50% dla Platformy (w 2005 33.07 % głosów) to faktycznie dużo.

Nie ma prognozowanej frekwencji a porównanie jej z frekwencją z 2005 i wyborów samorządowych 2006 dałoby realny pogląd na wartość tych wyników. Po drugiej, jeżeli dodamy te procenty to 49 + 30 + 17 równa się 96 % głosów. To chyba mało realne, bo jeżeli dodamy procenty z 2005 to 33.07 + 29.93 + 22.94 (sumaryczny wynik SDPLu, SLD, i PD) równa się 85.94 % głosów.

Jeżeli popatrzymy na wyniki tych partii w wyborach 2006 do Rady m.st. Warszawy: Platforma 40.31 % głosów, PiS 29.38 % głosów, LiD 18.03 % głosów (mniej niż po dodaniu oddzielnych wyników partii wchodzących w skład LiDu w wyborach 2005) i jeżeli sprawdzimy, czy w sondażu PiSu frekwencja jest znacznie większa niż 56.05% (wybory 2005) i 53.03% (wybory 2006) to na mój gust PO może być przeszacowana i ma realne poparcie w granicach 40 % - 42 %.

A to nie jest jeszcze powód do paniki jak sugeruje GW (pisząc o druzgocących wynikach). Z rozsądną listą wyborczą (moja preferowana dziesiątka za kilka dni), nową ofertą dla Warszawy ("jak możemy wspierać Warszawę w parlamencie") i pokazaniem prawdziwej twarzy PO w Warszawie (koalicja z postkomunistami, "kolesiostwo", walki o wpływy w partii pomiędzy frakcjami i wyciąganie kwitów na Wojciechowicza przez jego kolegów partyjnych) powinna być szansa na utrzymanie liczby mandatów z 2005 roku.

11 sie 2007

Zabawy w przewidywanie list wyborczych w Warszawie. Najpierw Platforma.

Ponieważ zbliżają się wybory do Sejmu (nareszcie) a warszawski samorząd na pewno weźmie w nich udział (choćby przez fakt przedstawiania Warszawy jako poligonu doświadczalnego stylu rządzenia Platformy, który miałby być zastosowany w całej Polsce) to tematy kampanijne na pewno pojawią się na BW.

Jakiś czas temu po doniesieniach prasowych, że listy wyborcze są już gotowe przygotowałem dla zabawy własne przewidywania, kto może znaleźć się na listach wyborczych w okręgu Warszawa I. Najpierw Platforma.

Z warszawskiej listy PO (Warszawa I) do Sejmu dostali się (duże litery po kopiowaniu ze strony PKW): GRONKIEWICZ - WALTZ Hanna Beata, ŚPIEWAK Paweł, FABISIAK Joanna, WOJCIECHOWICZ Jacek, KOSECKI Roman Jacek, KIDAWA - BŁOŃSKA Małgorzata Maria, HIBNER Jolanta, PITERA Julia Teresa.

Jak mogłaby wyglądać pierwsza dziesiątka na liście w przyspieszonych wyborach? Nie jestem ekspertem od rozkładu sił w PO, ale moim zdaniem możemy oczekiwać czegoś w tym stylu:

KOMOROWSKI Bronisław Maria. Muszą kimś zastąpić HGW i Bronisław Komorowski (jest posłem z okręgu Warszawa II) jako jeden z kandydatów do stanowiska premiera wydaje się być naturalną jedynką. Jednak biorąc pod uwagę, że ostatni kandydat PO na premiera też miał na drugie Maria to źle wróży Panu Posłowi w staraniach o to stanowisko :)

PITERA Julia. Ewentualnie na pierwszym miejscu, jeżeli Komorowski zostanie w Warszawa II. Wiadomo kandydatka do stanowiska ministra sprawiedliwości. Niestety. Poprzednio ostatnie miejsce na liście, ale i tak drugi najlepszy wynik po HGW.

HALICKI Andrzej. Poseł dopiero od stycznia 2007. Ale jako jeden z głównych rozgrywających w Warszawie i za zasługi w pacyfikowaniu HGW powinien utrzymać 5 miejsce na liście.

KIDAWA-BŁOŃSKA Małgorzata Maria. Kolejna Maria bo Komorowskim w zestawie. Poprzednio poza pierwszą dziesiątką. Grupa „halickich”.

FABISIAK Joanna. Tylko czy znajomość i bliskie kontakty z HGW jej nie zaszkodzą? Poprzednio na 4 miejscu.

KOSECKI Roman. Poprzednio na miejscu 10. Mogą mu zaszkodzić te wypowiedzi dla Dziennika, że może być ministrem sportu w każdym rządzie. Ale i tak wydaje się być jednym z kandydatów na to stanowisko w rządzie PO.

CZUMA Andrzej. Od 1986 roku na emigracji w Chicago (USA), do Sejmu wszedł na miejsce zwolnione przez HGW. Za każdym razem jak widziałem go w mediach po tym jak został posłem wydawał się człowiekiem wyważonym i rozsądnym. Pewnie dlatego, że mieszka z daleka od Polski i chyba ma mało wspólnego z PO. Poprzednio na 8 miejscu.

I trzy miejsca zostawiłbym dla warszawskich samorządowców (np. Julia Pitera była radną Rady Warszawy, kiedy startowała, więc chyba nie ma przeciwwskazań). Obstawiam, że będą to: Paweł Czekalski, Paweł Lech i Ewa Malinowska Grupińska (najmniej prawdopodobne bo jest przewodniczącą Rady Warszawy). Ewentualnie znany wszystkim Krzysztof Miszewski (230 głosów w wyborach 2005 i 33 miejsce na liście) w nagrodę za "Głosuj bez meldunku", "Wolną Warszawę" i zbieranie podpisów przeciw kupcom na Targówku.

Z pierwszej dziesiątki listy z 2005 w mojej nie znaleźli się: GRONKIEWICZ-WALTZ Hanna, ŚPIEWAK Paweł (po konferencji z Rokitą to chyba nikt mu nie pozwoli już startować), BEREK Maciej Ludwik, WOJCIECHOWICZ Jacek, KOSTRZEWA-ZORBAS Grzegorz.

Jeżeli kogoś interesują wyniki z 2005 to można je znaleźć tutaj.

Jeżeli ktoś ma inne pomysły zapraszam do komentarzy. Po oficjalnym ogłoszeniu zobaczymy jak procentowo trafiłem.

O "zorganizowanej akcji" przeciw HGW, czyli teorie spiskowe wymyślane w Ratuszu.

Rzeczpospolita chyba jako jedyna gazeta podjęła temat wczorajszych doniesień Polskapresse o "wysoko postawionych członkach Platformy Obywatelskiej", którzy mają zastrzeżenia pod adresem wiceprezydenta Wojciechowicza.

Zabawnie wyglądają teorie wymyślone w Ratuszu, kto mógłby stać za tymi informacjami. Oto propozycje: PiS (czyli poprzednia ekipa, bo Wojciechowicz wydaje więcej na inwestycje), albo byli członkowie PO. Ale na 100% nie może to być nikt z Platformy.

No cóż, jeżeli do kogoś nie może dotrzeć, że ma wrogów we własnej partii to może się obudzić jednego dnia z przysłowiowym nożem w plecach. I będzie mógł mieć pretensję tylko do siebie.

Fragment:
Ktoś w PO zbiera kwity na wiceprezydenta z tej partii Jacka Wojciechowicza - twierdzi portal Polskapresse. Po Wesołej krążą ulotki z listą jego rzekomych przestępstw.

Rewelacje z Internetu wstrząsnęły ratuszem: Wojciechowicz mógł utrzymywać relacje z osobami, którymi interesuje się prokuratura - napisał portal. Według Polskapresse działacze Platformy przyglądają się kulisom rozstrzygania przetargów, np. na projekty mostu Północnego i Krasińskiego. Na ich celowniku są też wykupy gruntów pod Trasę Siekierkowską, na których miasto mogło stracić miliony złotych.

Wszystkie te informacje Jacek Wojciechowicz w rozmowie z "Rz" zdementował. Nazwał je zorganizowaną akcją, która ma uderzyć prawdopodobnie w Hannę Gronkiewicz-Waltz. Kto miałby zorganizować kampanię szkalującą ekipę z warszawskiego ratusza?

- Kogoś boli, że w tym roku miasto wyda na inwestycje 1,2 mld zł, podczas gdy w 2004 roku zaledwie 700 mln zł. To sterowana spoza partii akcja, której celem ma być skłócenie PO - powiedział "Rz" Jacek Wojciechowicz.

Rzecznik ratusza Tomasz Andryszczyk ma inną teorię. Wskazuje na otoczenie byłego prezydenta Warszawy Pawła Piskorskiego. - Hannę Gronkiewicz - Waltz mogą próbować skłócić ze współpracownikami osoby kojarzone z tzw. układem warszawskim -mówi.

- Jest to kolejny element konfliktu między Hanną Gronkiewicz-Waltz a władzami Platformy. Sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna może próbować przeczołgać jej ludzi - spekuluje z kolei Maciej Białecki, dawny współpracownik Piskorskiego.
Źródło: Konrad Majszyk, Amelia Lanuszko, Janina Blikowska, Prezydent na celowniku, Rzeczpospolita, link do sprawy.

Jeżeli rzecznik HGW sugeruje, że Aleksandra Paulska z Polskapresse otrzymała informacje od "piskorczyków" a później w artykule napisała o "wysoko postawionych członkach Platformy Obywatelskiej" to chyba jednak powinien wrócić do kierowania samochodem Donalda Tuska a nie zabierać się za politykę informacyjną Warszawy.

10 sie 2007

Komentarz do artykułu o wiceprezydencie Jacku Wojciechowiczu.

Artykuł "Czy Warszawa straci jednego z wiceprezydentów?", którego autorką jest Aleksandra Paulska (wcześniej Rzepa, teraz najwyraźniej Polskapresse) nie zrobił na razie wrażenia na serwisach informacyjnych.

Poza samymi zarzutami, które trudno weryfikować nie mając dodatkowych informacji dwie rzeczy zwróciły moją uwagę.

Pierwsza to wypowiedź Julii Pitery:
Jednak Julia Pitera, posłanka PO rekomendowała go na stanowisko wiceprezydenta Warszawy. – Poleciłam go jako urzędnika z krwi i kości – wspomina. Czy dziś zrobiłaby pani to samo? – pytamy. – Dochodzą do mnie niepokojące sygnały na jego temat – ucina posłanka.
Wiem, że po ostatnich występach coraz mniej osób traktuję poważnie wypowiedzi kandydatki na ministra sprawiedliwości w rządzie PO, ale przypomnijmy sobie, jaką rolę w ekipie współpracowników HGW miała odgrywać posłanka Pitera:
Jak mówią nam w PO, posłanka Pitera "jest recenzentką personalnych propozycji, które trafiają na biurko pani prezydent".

"Pierwsza (Joanna Fabisiak) pełni rolę "wyszukiwarki" osób nadających się do pracy w samorządzie, druga (Pitera) "eliminatora", wskazującego ewentualne zagrożenia. Pierwszą Gronkiewicz-Waltz namawia, żeby została jej zastępcą, druga ma pełnić funkcję doradcy."
Joanna Fabisiak spełniła oczekiwania, chociaż jej wyszukiwania ograniczyły się do kręgów jej bielański znajomych z PO.

Natomiast, jeżeli zarzuty wobec Wojciechowicza dotyczą okresu wcześniejszego niż 2006 (i są prawdziwe) to Julia Pitera niewystarczająco prześwietliła jego kandydaturę na wiceprezydenta. Jeżeli Pani Poseł po kilku miesiącach nagle mówi "no tak teraz to dochodzą do mnie sygnały" to jak można jej zaufać, że jako minister sprawiedliwości będzie odpowiednio sprawdzać kandydatów na stanowiska w ministerstwie?

Druga kwestia to taktyka polityczna stosowana przez warszawską Platformę wobec Jacka Wojciechowicza.

Anonimowi "wysoko postawieni członkowie Platformy Obywatelskiej" rozprowadzają informację o możliwych nieprawidłowościach w kluczowych dla Warszawy przetargach (chociaż przecież Wojciechowicz sam tych decyzji nie mógł podejmować) i podejrzanym towarzystwie wokół wiceprezydenta. Gdzie rozmowa z wiceprezydentem zanim ktoś pobiegł do gazety? Gdzie wniosek do CBA z prośbą o prześwietlenie konkretnych spraw? Gdzie te zasady, że nie rzuca się podejrzeń kiedy nie ma dowodów? I do tego wszystko anonimowo.

Wiem, że polityka to nie zabawa dla grzecznych dziewczynek, ale zastosowane metody (prawdopodobnie to koleiny etap wojny pomiędzy frakcjami) kompromitują warszawską Platformę. Takie działania zaczną zagrażać normalnej pracy w Ratuszu, bo Jacek Wojciechowicz to nie jest szeregowy urzędnik. To osoba odpowiedzialna za kluczowy w wizji PO dla Warszawy odcinek inwestycji.

Zły to prognostyk, ale nie ma się co łudzić, że łaskawie któryś z publicystów (lub tych, którzy mają się za takich np. w Salonie24) lub dziennikarzy z działów polityki krajowej spojrzy na Warszawę i zacznie oceniać ten poligon doświadczalny rządów Platformy.

Bo łatwiej i bezpieczniej jest napisać kolejny tekst z serii "popatrzcie jaki ten PiS zły", "jak bardzo nie lubię PiSu odcinek 157", "dlaczego nie ma POPiSu", "dlaczego chciałbym, aby był POLiD", "czy będą nowe wybory? odcinek 349", "czy przystawki są już zjedzone i przetrawione", niż zainteresować się sprawami lokalnymi, które są testem stylu rządzenia największej opozycyjnej partii.

Ratuj się, kto może. Kolejny współpracownik HGW na celowniku Platformy.

Ja tu jeszcze 5 minut temu w poprzednim wpisie podgryzam wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza (PO) za specyficzne poczucie humoru a tu już Platforma chce go "odstrzelić" (oczywiście jedno z drugim nie ma związku).

Panowie i Panie z PO jak będziecie tak ciąć we własnych szeregach w ramach walk frakcyjnych to nikt sensowny do Ratusza nie będzie chciał przyjść pracować.

Taki news pojawił się na NaszeMiasto.pl za Polskapresse:
Czy Warszawa straci jednego z wiceprezydentów? Platforma Obywatelska ma poważne zastrzeżenia do pracy Jacka Wojciechowicza odpowiedzialnego w stołecznym ratuszu za drogi i inwestycje. PO zarzuca mu, że wśród jego znajomych są osoby, którymi interesowała się prokuratura oraz że przetargi, które nadzorował mogły być ustawione. - Jestem w szoku. Dobrze, że mi o tym powiedzieliście – mówi zaskoczony wiceprezydent.

Wakacje będą niespokojne dla wiceprezydenta Warszawy, Jacka Wojciechowicza (PO). Nie dość, że podczas urlopu prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz ma na głowie cały urząd, teraz musi martwić się o własny fotel. Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, wysoko postawieni członkowie Platformy Obywatelskiej prześwietlają przeszłość wiceprezydenta. Jak mówią nieoficjalnie, jego działania budzą wiele kontrowersji. Poza tym twierdzą, że utrzymuje kontakty z osobami, którymi interesowała się prokuratura. - Albo jest pechowcem i co rusz wpada w podejrzane towarzystwo, albo jest ślepy i nie widzi, że wokół dzieje się coś złego. W obu przypadkach nie powinien zajmować obecnej funkcji - komentują nasi rozmówcy.

Wojciechowicz objął stanowisko zaledwie osiem miesięcy temu, a już z kilku decyzji powinien się wytłumaczyć. Między innymi, dlaczego naciskał na zmianę planów zagospodarowania przestrzennego w Parku pod Skocznią, co skutkowałoby zalegalizowaniem samowoli budowlanej przy ul. Płyćwiańskiej, której dopuściła się Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa.

- To kuriozalne zachowanie – denerwują się nasi rozmówcy z PO. – Na zmianie planów skorzystałby wyłącznie deweloper. Nawet mieszkańcy tamtych okolic, co się rzadko zdarza, nie oprotestowywali planów, bo im się podobały.

Wątpliwości budzą też nadzorowane przez Wojciechowicza przetargi na projekty mostów Krasińskiego i Północnego. Niemiecka firma Schüssler Düsseldorf przegrała przetarg na projekt pierwszego z mostów, choć złożyła najtańszą ofertę. Wbrew logice nie odwoływała się od tej decyzji, a dwa tygodnie później wygrała kolejny przetarg na projekt Północnego. Prasa spekulowała, że jest związek między tymi dwoma wydarzeniami, jednak Wojciechowicz przekonywał, że to absurd. Absurdem nazywa również spekulacje na temat jego odwołania. - Jestem w szoku. Dobrze, że mi pani o tym powiedziała - dziękował.

Czy Wojciechowicz utrzyma się na stanowisku, rozstrzygnie się prawdopodobnie we wrześniu. Z urlopu wraca wtedy Hanna Gronkiewicz i zbiera się Rada Warszawy.
Źródło: A. Paulska, E. Cyranowska, Polskapresse - NaszeMiasto.pl, link do strony.

Sytuacja jest o tyle poważana, że od dwóch/trzech miesięcy mam wrażenie, że to on faktycznie zarządza miastem (HGW zarządza głównie własną osobą i swoją karierą a teraz jeszcze jest na jakimś strasznie długim urlopie) i jego odejście może oznaczać, że HGW będzie musiała się za to zabrać.

I jak to zniesie mały Franek?

O "puścił ruch o godz. 6.58 zamiast o 7."

Nie posądzałem wcześniej wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza (PO) o skłonności do odstawiania kabaretu. Szczególnie w godzinach porannych. Jak widać politycy zawsze mogą nas czymś zaskoczyć.

Z Rzeczpospolitej:
Kierowcy jeżdżą od wczoraj drugą estakadą nad rondem Starzyńskiego - w stronę mostu Gdańskiego.

Ta w kierunku ronda Żaba działa od listopada ubiegłego roku. Otwarto ją pół roku przed terminem. - Drugą też otwieramy przed czasem - zażartował wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz, i... puścił ruch o godz. 6.58 zamiast o 7.

Dlaczego tylko z pierwszym wiaduktem udało się prace przyspieszyć? Kazimierz Marcinkiewicz dopłacił za to wykonawcy ponad 2 mln zł.
Źródło: kmaj, Estakada otwarta wcześniej... całe dwie minuty, Rzeczpospolita, link do strony.

Bardzo śmieszne. I tylko małego Franka zabrakło, aby za to otwarcie dwie minuty przed terminem wręczył medal Wojciechowiczowi. Nadrobimy przy następnej inwestycji.


Podziękowania dla anonimowego kierowcy.

Kierowcy tira, który krzyknął do wiceprezydenta Wojciechowicza w trakcie kolejnego przedstawienia z uroczystym otwarciem inwestycji: "Nie świętujcie, tylko otwierajcie!" należą się podziękowania za szczerość.

Szczególnie, że wiceprezydent Wojciechowicz otwierał drugą estakadę nad rondem Starzyńskiego w momencie, kiedy każdy kto tamtędy przejeżdżał już od dłuższego czasu widział, że prace były skończone.
- Nie świętujcie, tylko otwierajcie! - tak na urzędników otwierających w czwartek rano drugą estakadę nad rondem Starzyńskiego krzyczał przejeżdżający obok kierowca tira.

Przed godz. 7 na Pragę przyjechał odpowiedzialny za inwestycje wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz. Spytaliśmy go, dlaczego budowa wiaduktu, który ułatwi przejazd z Pragi w kierunku mostu Gdańskiego i centrum, musiała się ciągnąć aż dwa lata. Uznał jednak, że to pytanie nie ma sensu, choć w ostatnich miesiącach przy tej inwestycji niewiele się działo. Za to Pragę paraliżowały ogromne korki i ciężko było się wydostać z Bródna.

Pracownik firmy Strabag, która przebudowywała rondo od 2005 r., stwierdził, że przyspieszenie prac oznaczałoby wyższe wydatki. - A my nie działamy charytatywnie - zaznaczył.

Wiosną tego roku szefowie Strabagu naciskali na nowe władze miasta, by dopłaciły za szybsze tempo budowy. Tak się stało w przypadku pierwszej estakady nad rondem prowadzącej na Targówek. Otwarto ją w listopadzie zeszłego roku trzy dni przed wyborami samorządowymi. Ówczesny komisarz Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz zdecydował, że miasto dopłaci 3 mln zł za przyspieszenie robót o pół roku. Mimo to niedawno urząd kontroli skarbowej uznał, że Zarząd Dróg Miejskich i ratusz złamały jeden z artykułów prawa zamówień publicznych. Mówi on, że nie można wprowadzać do umowy zmian, które "nie są korzystne dla zamawiającego".

- W polskim prawie nie ma możliwości, by przyspieszyć inwestycję dofinansowaniem po przetargu - uznał Jacek Wojciechowicz.
Źródło: Paweł Kwiecień, Druga estakada nad rondem Starzyńskiego otwarta, Gazeta Wyborcza Stołeczna, link do strony.

Jedną z pierwszych obietnic, jaką powinien złożyć kandydat na stanowisko Prezydenta Warszawy startujący przeciw HGW, powinna być obietnica skończenia z pokazówkami do kamer przy otwarciu nowych inwestycjach. Szczególnie inwestycji drogowych.

Prezydent nie musi bawić się w przecinanie szarf, aby móc powiedzieć mieszkańcom: "Popatrzcie my tego dokonaliśmy" (w przypadku HGW dokonała raczej poprzednia ekipa). Czasami zdjęcia samej zrealizowanej inwestycji (np. na oddzielnej sekcji na stronie internetowej) a nie Prezydenta z nożyczkami może powiedzieć więcej o rzeczywistych osiągnięciach. Po prostu chodzi o inny styl.